Czerwona Planeta budzi mnóstwo emocji. Załogowa misja na Marsa coraz bliżej.
Mars One
Kilka dni temu jeden z finalistów konkursu Mars One, w którym nagrodą jest lot na Czerwoną Planetę, ujawnił, że cały ten projekt to jedno wielkie oszustwo. Organizatorzy nie mają ponoć pieniędzy ani nawet realnych pomysłów na to jak je zdobyć. Powiedział, że finaliści wybierani byli na podstawie 10-minutowej rozmowy poprzez Skype oraz tego, ile pieniędzy włożyli oni w projekt. Brak jest też podobno jakichkolwiek informacji na temat przyszłych testów czy szkoleń. Dyrektor generalny fundacji Mars One – Bas Lansdorp – postanowił opublikować wpis, w którym odpiera te zarzuty.
Przede wszystkim Bas Lansdorp zapewnia w swoim wpisie, że większość informacji ujawnionych przez dra Josepha Roche to po prostu nieprawda. Dodał on w tym miejscu, że spora część finalistów nie włożyła w projekt żadnych pieniędzy, a wielu z pozostałych nie dokonało wpłaty po drugim etapie. W artykule opublikowanym w Medium pojawiła się też informacja, jakoby do konkursu zgłosiło tylko 2761 osób, a nie 200 tysięcy. Lansdorp powiedział, że Elmo Keep (autorka artykułu) była pierwszą dziennikarką, której zaproponowano wgląd do pełnej listy aplikacji. Ta nie była jednak ponoć nią zainteresowana. Dyrektor Mars One przyznał jednak, że faktycznie pozyskiwanie budżetu idzie gorzej niż zakładano, choć zapewnia, że nie jest tak źle, jak przedstawił to Roche. Mimo to konieczne będzie opóźnienie startu misji o dwa lata – do roku 2027.
Cóż, wygląda na to, że mamy słowo przeciwko słowu. Pytanie o to, kto ma rację pozostanie więc, przynajmniej na razie, bez odpowiedzi. Tymczasem ciesząca się znacznie większym zaufaniem społeczności agencja NASA spokojnie kontynuuje przygotowania do własnej załogowej misji na Marsa. W minionym tygodniu z powodzeniem zakończyły się testy technologii ADAPT, która pozwolić ma naukowcom na bezproblemowe i „miękkie” lądowanie statkiem kosmicznym w dokładnie wyznaczonym miejscu na powierzchni Czerwonej Planety. Cel jest taki, by nie doszło do powtórki z misji Curiosity, kiedy łazik miał wyznaczoną ogromną strefę lądowania o powierzchni ok. 20 x 7 kilometrów.
NASA Photo / Tom Tschida
Testowy system ADAPT został zbudowany wokół Masten XA-0.1B „Xombie” – rakiety wielokrotnego użytku pionowego startu i pionowego lądowania. Na jej pokładzie znajdują się też dwa zaawansowane rozwiązania: nawigator TRN (Terrain Relative Navigation) z czujnikiem LVS (Lander Vision System) oraz algorytm G-FOLD (Guidance for Fuel-Optimal Large Diverts). – „Żaden wcześniejszy marsjański lądownik nie korzystał z pokładowych technologii obrazowania powierzchni, aby bezpiecznie i precyzyjnie wylądować. Przyszły statek może jednak wykorzystać LVS i G-FOLD, aby najpierw samodzielnie określić swoją lokalizację, a następnie optymalnie przelecieć i wylądować we wcześniej ustalonym miejscu. Wszystko to dzieje się w czasie rzeczywistym, bez interwencji człowieka” – dodał Nikolas Trawny, główny badacz ADAPT w NASA Jet Propulsion Laboratory.
NASA Photo / Tom Tschida
Technologia TRN działająca dzięki LVS jest w stanie dokładnie określić pozycję statku bez konieczności korzystania z GPS. Aby to zrobić system ADAPT najpierw wykonuje serię zdjęć terenu poniżej statku. Fotografie są następnie przesyłane i analizowane przez pokładowe algorytmy. G-FOLD natomiast oblicza optymalną ścieżkę (trajektorię), jaką statek powinien podążać do miejsca lądowania, by dotrzeć tam jak najszybciej, by lądowanie było jak najlżejsze i by potrzebne było jak najmniej paliwa. Testy nowych technologii na razie idą bardzo dobrze i NASA nie przewiduje większych problemów z realizacją swojej misji.
Źródło: TechSpot, Mars One, SlashGear, NASA JPL
Komentarze
14Obecnie NASA to taka wydmuszka, która udaje, że coś robi a nic nie robi chyba od końca lat 80tych u nas można porównać do nich zus.
www.make.my/aukcje
Mega okazje, licytacje za grosze.
Ja kupiłem sobie nowy TV 46cali za 180 zł :)
Why NASA, why?