Brak materiałów premium, ale...
Coraz więcej producentów stawia we flagowych modelach na obudowy z metalu czy szkła. Lumia 950 zdaje się wypadać pod tym względem nieco słabiej, ponieważ mamy tutaj do czynienia z tworzywem sztucznym. Stylistycznie niektórym może nie do końca się to podobać, ale Microsoft zapunktował czymś innym.
Tylny panel obudowy można bowiem łatwo zdjąć. Jest to niekiedy nawet konieczne, ponieważ inaczej nie dostaniemy się do slotów karty SIM (dwóch kart w przypadku wersji Dual SIM) i microSD. Jednocześnie przewidziana została możliwość wymiany baterii i wszystko to bez wątpienia może się podobać. Problemów z demontażem panelu nie ma, mimo iż spasowany jest on bardzo dobrze, przy odpowiednim chwycie schodzi błyskawicznie.
W górnej części tylnego panelu tradycyjnie osadzony został moduł aparatu głównego. Niestety wystaje on delikatnie poza tylną ściankę. Rozwiązanie to zaczyna pojawiać się w kontekście rynku mobilnego coraz częściej, osobiście za nim nie przepadam i dlatego też nieco zepsuło mi to ogólny efekt. Z lewej strony obiektywu umieszczono diodę LED, a z prawej głośnik.
Lewy bok smartfona nie oferuje żadnych funkcjonalności. Inaczej jest z prawym, ponieważ na nim umieszczono aż 3 przyciski - regulacji głośności, zasilania oraz fizyczny spust aparatu (dwustopniowy).
Na dolnej krawędzi znalazło się miejsce dla portu USB, co ważne w standardzie 3.1. Górna krawędź to z kolei miejsce dla złącza słuchawkowego.
Na froncie nie umieszczono fizycznych przycisków, są jedynie 3 ekranowe. Ramki wokół ekranu są, chciałoby się rzecz, standardowe. Ani szczególnie smukłe, ale też nie rzucają się w oczy z racji dużej szerokości.
Ogólnie ze smartfona korzystało mi się bardzo komfortowo, chociaż jest on całkiem spory, nie należy też do najlżejszych (150 g).
W zestawie ze smartfonem znajduje się naturalnie kilka innych elementów. Microsoft pokusił się o instrukcję obsługi, ładowarkę oraz przewód USB-C.