
Arystokrata w blasku księżyca... Pogaduchy tubylców dosadnie przypominają, że to żaden romantyczny poemat.

Londyn nie ma patentu na mgłę. Beauclair prezentuje się w niej równie zjawiskowo.

Koń, krowa, kura, kaczka... Zaraz, zaraz, a to czarne to co?

Wiedźmińskie zmysły ujawniają nieoczekiwany zwrot w śledztwie.

Toussaint, Paryż, Poznań, Mała Wólka – wszędzie te same priorytety ludzi pracy!

Przy słuchaniu takiej relacji świadka wiedźmiński medalion ani drgnie, ale nóż w kieszeni sam się otwiera.

A mówią, że w dzisiejszych czasach miłość po grób już się nie zdarza.

Czasem nie trzeba za miecz chwytać, żeby ryzykować własnym życiem. Starczy wziąć w dłoń widelec.

Wiedźmińskie zlecenia bywają różne. Raz się spotka strzygę, raz Świętego Mikołaja po przejściach.

Jak mawiają stare elfy: Houm, s'uit houm!

Jakieś ruiny, jakiś wrak... I jak tu się trzymać zleconych zadań?

Wino już wypite, teraz pora na krew. Dodatek do Wiedźmina – wersja proletariacka.

W Toussaint nie tylko pałace, ale i potwory prezentują się lepiej, niż gdzie indziej!

CD Projekt RED doskonale zdaje sobie sprawę, że nowa frakcja gwinta nie wszystkim przypadnie do gustu:)

Na dworze Anny Henrietty rycerstwo odważne, ale czasem trzeba oddać sprawy w ręce fachowca.

Geralt nie dba o konwenanse i nawet darowanemu koniowi zagląda w zęby. Szkoda, że Płotki nie wybadał równie dokładnie przy zakupie.

Szczęście czasem dopisze, czasem nie. Raz się trafi na młodą erotomankę, raz na starego erotomana.

Oszluzg może i imię ma paskudne i charakter wredny, ale za to... ale za to... Nie, jednak to tylko tyle.

Koń – jaki jest, każdy widzi? W świecie Wiedźmina to wcale nie jest takie oczywiste.

Konia z rzędem temu, kto nie westchnie na ten widok!

Biurokracja dopadnie nawet wiedźmina. Swoją drogą, ciekawe czy Geralt też co roku ślęczy nad PIT-em?

Mówią, że w Wiedźminie nie ma sztampowych zadań. Prawda, tylko czasem trafi się taki... klasyk.

Znawca kobiet czy wiedźmin? Jak gdyby jedno wykluczało drugie!

Potworności różne mają oblicza. Czasem to najeżona kłami paszcza, a czasem...

W pałacowych ogrodach potworów za często się nie spotyka, ale na schadzkę z panną nadają się idealnie.

Wiemy, Geralt, że masz inne zalety, ale czasem szkoda, żeś nie został asasynem.

Nawet, kiedy strach pada na księstwo, a Bestia porywa ludzi, mieszkańcy Toussaint nie przestają romansować.

Lokalna fauna do mistrzostwa opanowała sztukę kamuflażu. „Gdzie jest Wally?” - wersja wiedźmińska.

Jak z winem nie wyjdzie, zawsze można spróbować z pomidorami! W Toussaint nawet szklarnie zachwycają swoim wyglądem.

Czy to jeszcze robota dla Białego Wilka czy już dla agenta Muldera?
Komentarze
5SPOILER: http://i.imgur.com/a6zoPcZ.jpg