(Nie)przewidziane konsekwencje nauki zdalnej - kamerki internetowe wszystko widzą
Zawieszenie zajęć w szkołach na kilka najbliższych tygodni nie oznacza, że uczniowie mogą udać się na gratisowe wagary. Nauka trwa, choć teraz przyjęła formę edukacji zdalnej. Czasem z wykorzystaniem kamer internetowych.
Konieczność przestawienia się uczniów i nauczycieli na edukację zdalną obnażyła słabości tego systemu nauczania w wydaniu masowym. Co poniekąd jestem w stanie zrozumieć. Dotychczas edukacja zdalna była realizowana w wyjątkowych sytuacjach, w niewielkiej skali lub jako zorganizowane programy nauczania, a teraz wszyscy nauczyciele i uczniowie, jak polska szeroka i długa, muszą sięgnąć po takie rozwiązanie. Dużo lepiej radzą sobie branże zakupów przez internet, dla których jest to jedynie zwiększenie obrotów.
W przypadku edukacji, gdyby taki system był przygotowany wcześniej, można wyobrazić sobie go w następujący sposób. Nauczyciel ma oddzielny duży monitor/ekran na którym widzi twarze wszystkich uczniów, oni z kolei widzą tylko nauczyciela. Na innym monitorze widoczny jest współdzielony ekran/tablica z przebiegiem lekcji. A jeszcze inny monitor, czy komputer, wyświetla pulpit roboczy, z którego korzysta już tylko nauczyciel.
Nie wszystkie działania edukacyjne muszą odbywać się z pomocą komputera
Do tego oprogramowanie, które jest zoptymalizowane pod kątem komunikacji z nawet kilkudziesięcioma osobami i odpowiednio szybkie łącza internetowe. To oczywiście sytuacja idealna, w której nie tracimy wiele z zalet bezpośredniej interakcji nauczyciel uczniowie.
Bałagan w nauce zdalnej czyli każdy nauczyciel chce (musi) po swojemu
W praktyce okazuje się, że niektóre szkoły radzą sobie nienajgorzej z tym wyzwaniem, bo mają scentralizowane zarządzanie komunikacją na linii uczeń-nauczyciel, a sama nauka i komunikacja zdalna jest stosowana nie tylko w momentach kryzysowych. Są te same komunikatory dla każdego przedmiotu, podobna formuła zadawania prac domowych i przebiegu samej lekcji. I to się chwali.
Ale są też szkoły, w których panuje tak zwana wolna amerykanka. Każdy nauczyciel próbuje z uczniami nawiązać kontakt w sposób dla siebie optymalny, a to nie oznacza że spójny z resztą kadry nauczycielskiej. Uczniowie się gubią, rodzice nie nadążają za ogarnięciem tylu aplikacji do komunikacji i w efekcie cierpi na tym wydajność nauki w domu.
Na razie skalę problemu można określać jedynie na podstawie skarg rodziców na portalach społecznościowych. Być może też zetknęliście się z takim „edukacyjnym bałaganem”, a może wręcz przeciwnie, wszystko działa tip top. Dzielcie się w komentarzach uwagami jak jest w waszym przypadku.
Powyższe to problem, którego rozwiązanie leży przede wszystkim po stronie nauczycieli i szkoły, ale też wiązać się może z ponadplanowymi inwestycjami. Jest jednak pewna konsekwencja nauki zdalnej, którą powinni przewidzieć rodzice i opiekunowie.
Edukacja zdalna i kamerki internetowe - czasem wybuchowe połączenie
Otóż jeśli w edukacji zdalnej wykorzystywane są kamerki internetowe, by nauczyciel widział uczniów, to widzi on nie tylko twarz ucznia, ale i wszystko co znajdzie się w polu widzenia kamerki.
Naturalnym jest więc takie przygotowanie miejsca zdalnej nauki, by kamery nie rejestrowały aktywności innych domowników, czy też części mieszkania, które nie powinny być upublicznione. W sieciach społecznościowych pojawiają się informacje, że niektórzy zapominają o tym, a pewnych rzeczy… „nie da się odzobaczyć”.
Zwykle bardzo jesteśmy wrażliwi na naruszanie naszej prywatności, zamieszanie związane z nauką zdalną może uśpić czujność i kłopot gotowy. O tym musi pamiętać nie tylko uczeń, ale przede wszystkim rodzic. To co jest dla nas codziennością, dla innych może być powodem do kpin i nieprzyjemnych uwag.
Źródło: inf. własna
Więcej o edukacji i pracy zdalnej:
- Przez koronawirusa zostajemy w domu. Google rusza na pomoc pracownikom i uczniom
- Praca zdalna zyskuje na znaczeniu
- Przechodzisz na pracę zdalną? Sprawdź, jakie narzędzia Ci w tym pomogą
Komentarze
11- nieudolne ministerstwo deedukacji jakoś nie pokazało kompleksowego działającego planu, jak rozpocząć edukację zdalną. są jedynie jakieś suche wytyczne pisane na kolanie
- bardzo dobre szkoły od dawna mają samodzielnie zorganizowany system edukacji zdalnej
- dobre szkoły bardzo szybko powołały wewnętrzne zespoły do rozpracowania edukacji zdalnej, a także system wewnętrznych spotkań, wymiany informacji, telekonferencji, aby niemal wyeliminować konieczność bezpośrednich spotkań. mam z takimi szkołami do czynienia
- dobre szkoły dopiero teraz biorą się za temat. z takimi szkołami też mam do czynienia
- takie sobie szkoły, tj. cała reszta. tutaj przy niewydolności organizacyjnej, niezrozumieniu tematu, mamy narzekanie, roszczenia, i ..... każdy nauczyciel w zasadzie radzi sobie sam. takie szkoły też są tymi z którymi się czasami stykam.
Problem w tym, że to wszystko to są skutki, a przyczyny?
- starzy nie tyle fizycznie co psychicznie ludzie w rządzie, którzy nie są w stanie wyprodukować czegoś sensownego, aby szkoły miały wybór: albo sięgamy po gotowca z ministerstwa, albo robimy samodzielnie jeśli umiemy.
- dosyć stara kadra, włącznie z dyrekcją w wielu szkołach (tu jak zwykle, dotyczy to bardziej świadomości i inicjatywy a nie wieku), która temu wyzwaniu nie jest w stanie podołać.
skąd się to wszystko bierze? nie ma co ukrywać że dobór i weryfikacja nauczycieli jest taka sobie. efekt jest taki, że co lepszy nauczyciel, to moment znajduje pracę w placówkach prywatnych, które lepiej płacą. zaś w edukacji publicznej pozostają miernoty.
A było tyle zapowiedzi "dom nie może być przedłużeniem szkoły", nadal normą jest ślęczenie ponad 1h dziennie nad pracami domowymi. nadal jest poważny problem z zajęciami wyrównawczymi dla dzieci tych najzwyklejszych. nawet to jest problemem. nadal wszystko się wrzuca na kark rodziców i dzieci, kosztem praktycznej grabieży czasu wolnego dla rodzin. tyle nam Zalewska opowiadała, i wyszedł z tego jakiś pasztet.